Przejdź do głównej zawartości
O wadach owczarkowatej można by pisać długo.
Przede wszystkim fakt, iż jest owczarkopodobnym stworem oznacza, że wymaga uwagi, czasu, spacerów i w deszcz i w mróz i o świcie i późną nocą. Domaga się co chwila bezczelnie rzucania czegoś,  przeciągania czymś. Do należących się jak psu buda przywilejów zalicza: kanapę do wylegiwania, zabieranie w różne fajne miejsca. Jak to ktoś pięknie ujął , OWCZAREK TO STYL ŻYCIA.
   Niestety owczarki słabe strony też mają, i w tymże stylu życia musi być miejsce na te gorsze chwile, czas na powalczenie z nimi i czas na pomoc psu.
Królewna n.p. boi się petard, burzy i tym podobnych. Uciążliwe ? Bardzo .     
Da się z tym żyć ? Oczywiście.
   Lęki zaczęły się pojawiać gdy skończyła rok, zaczęło się od strachu w okolicach Sylwestra, a z czasem doszła i panika podczas burzy. Jako, że brak mi raczej wiedzy jakoby futro dostąpiło jakiejś traumy w postaci rzucenia petardy pod łapy np. , strachy pojawiły się kiedy się pojawiły, założyć możemy więc, że ten typ tak ma, czyli geny. Środki farmakologiczne podane raz jedyny zadziałały dziwnie, wprowadziły psa w stan paniki przy niewładnych łapskach i nie zastosuję tego nigdy więcej.
  Lęk lękiem, jakiś czas można psa prowadzać na smyczy, pozwolić schować się pod biurkiem, ale problem miał szersze spektrum, a mianowicie futro uznało że ok. może iść na spacer, ale co jak co, jedno jest pewne, nie pozwoli sobie na tak zrelaksowaną postawę by … zrobić siku chociażby. Niby detal, ale 31 stycznia, gdy petardy słychać od rana do nocy i od nocy do rana i wyjazd za miasto tez tej ciszy psu nie daje, robi się problem, po prostu przeraźliwie szkoda mi było psa który trzymał i trzymał i trzymał. Jako, że zauważyłam iż w chwilach gdy głośno dookoła bardzo, chętnie futrzasta ucieka myślami w znajome sobie i dobrze wykonywane komendy uznałam, iż wprowadzenie komendy ,,rób rób” będzie ok. Tak sobie to utrwalaliśmy, namiętnie plotłam rób rób przy każdym sikaniu, aż przyszedł moment ,,głośny”. Mimo burzy szalejącej dookoła wyszłyśmy na spacer, pies mało radosny ale idzie , idzieidzieidzie, włączam sobie auto odtwarzanie  o róbróbie, mija  5 minut , mija 10 minut, deszcz pada, burza szaleje i nagle jeeeest, mały sik. Euforia ma, pochwalenie i galopem do domu, od tamtej pory królewna w najgorsze hałasy świata bez wybitnej radości, ale gdy pora, wychodzi załatwia wszelkie swe potrzeby fizjologiczne i zadowolona z siebie czeka na nagrodę, a potem dumna pędzi do bezpiecznego domu.
  Oczywiście, gdy głośne strachy są w fazie początkowej czyli ok 20 grudnia ;-) pies bez problemu daje się rozbawic na spacerze, nie koncentruje się na pojawiających się pojedyńczych  przerażających dźwiękach.
     Że to geny, a nie wpływ środowiska świadczy moim zdaniem zachowanie mojego drugiego futrzaka. Od dzieciństwa obcował z fobią królewny, był świadkiem jej zachowań, paniki, chowania się pod biurkiem, mieszkając w mieście nie da się zaoszczędzić psu hałasów np. okołosylwestrowych, i co ? Ano nic, niezmiennie już prawie 7 lat zachowuje się jak głuchelec, nie robiąc sobie nic absolutnie z burzy, fajerwerków , strzelania ze straszaka , nie szczeka, nie pokazuje żadnej reakcji, te dźwięki są po prostu jakimś tam hałasem w tle i tyle .
O kolejnych wadach owczarkowatej później J                


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

jesienne powroty

Co to sie nadziało, że tyle czasu nie było okazji skrobnąć kilku słów. Znów jest Monika i psy, dwa czworołapy przy boku, i wszystko jest inaczej niż kiedyś. Choć oba układy mają swoje wady i zalety to w każdej konfiguracji tkwi specyficzny urok. Wspomnienia są i zawsze będą, ale trzeba iśc dalej. Obecnie obok Tolki dumnie kroczy Rego, wielki jak koń, szalony młody wariat.

Tola

I nastały czarne dni. Gdy odszedł Źaba, tylko dzięki czarnuchowi było po co wstawać o świcie, iść, jakaś misja, małe potworzaste nieświadome tego co się stało w moim życiu, oczekujące czegoś, bojące się świata, kochające piłeczkę i jedzenie Śmoluchi małe. Czasem myślę o tym, czy miała pecha że trafila do mnie w tym feralnym momencie mojego życia, czy szczęście - biorąc pod uwagę jej problemy socjalne, które wyszłyby wcześniej czy później gdzie by nie mieszkała. Ja co chwila łapałam się na porównywaniu jej zachowań do Źabowskich, może zbyt często niestety, trochę wyczerpana wszystkim co przeszłam, emocje zaczęły odpuszczać i przychodziły chwile słabości, na które nie mogłam sobie pozwolić do ostatnich chwil życia i Klarinki i Źaby. I gdy może przyszedł czas na żałobę, a nie trzymanie fasonu, okazywało się, że znów nie  mogę sobie na nią pozwolić, bo czarniawe futrzaste postanowiło pokazać mi, że wszystko co do tej pory uważałam za uciążliwe i kłopotliwe w życiu z psami to betka, szybko
A czas płynie. 1 września 2014, 10 dni po odejściu Klary opuścił mnie Źabowski. Problemy sercowe Gromka pojawiły się już w lipcu, profilaktycznie wykonane miesiąc wcześniej echo serca pokazało, że to nie dysplazja łokci ani nie padaczka, to nasz największy problem. Zdiagnozowana  endokardioza  była tym co miało go pokonać. Gromi gorzej poczuł się w lipcu, próby obniżenia ciśnienia lekami nie przyniosły skutku, w ostateczności wykonana została kardiowersja  po której niuniek wstał jak nowy. Upalne lato psiaki spędzały mocząc kupry i brzuszki w rzece, wydawało się że jakoś dotrwamy do jesieni. Po odejściu Klary miałam nadzieję, że mały czarny klusek owczarkowy pomoże Źabie, da mu jeszcze trochę chęci i werwy. Na spacerach zaczynały się pojawiać z jego strony sygnały, że wie że ona już jest nasza, w domu wolał święty spokój, wprowadziłam więc kontrolowany dostęp małego łobuziaka do nestora. Najważniejszy był święty spokój Gromka, mała przymilała się jak mogła, przytulała, chciała koło ni