sobota, 2 stycznia 2016

Tola

I nastały czarne dni. Gdy odszedł Źaba, tylko dzięki czarnuchowi było po co wstawać o świcie, iść, jakaś misja, małe potworzaste nieświadome tego co się stało w moim życiu, oczekujące czegoś, bojące się świata, kochające piłeczkę i jedzenie Śmoluchi małe.
Czasem myślę o tym, czy miała pecha że trafila do mnie w tym feralnym momencie mojego życia, czy szczęście - biorąc pod uwagę jej problemy socjalne, które wyszłyby wcześniej czy później gdzie by nie mieszkała. Ja co chwila łapałam się na porównywaniu jej zachowań do Źabowskich, może zbyt często niestety, trochę wyczerpana wszystkim co przeszłam, emocje zaczęły odpuszczać i przychodziły chwile słabości, na które nie mogłam sobie pozwolić do ostatnich chwil życia i Klarinki i Źaby. I gdy może przyszedł czas na żałobę, a nie trzymanie fasonu, okazywało się, że znów nie  mogę sobie na nią pozwolić, bo czarniawe futrzaste postanowiło pokazać mi, że wszystko co do tej pory uważałam za uciążliwe i kłopotliwe w życiu z psami to betka, szybkość jej reakcji w tych negatywnych sytuacjach zatrważała i chwilami wątpiłam, czy ja i ona w tej konfiguracji -  w mieście, w pracy, wśród ludzi - to opcja możliwa do pogodzenia. Obniżyłam więc wymagania swoje oczywiście. W domu dziecko uczyło się komend i sztuczek, poza nim miało tylko poznawać kolejne strefy świata. Niestety, ze względu na specyfikę swojego życia, nie miałam szansy stopniować bodźców, wrażeń miejsc, co chwila musiała być rzucana na głęboką wodę, a to wizyta w centrum handlowym, a to u optyka, a to na festynie w centrum miasta, do tego spotkania z psami, które zauważywszy brak  Źabowskich rekompensowały sobie reglamentowany do tej pory kontakt ze mną. W jej konkretnym przypadku każda taka sytuacja cofała nas i nie wnosiła nic dobrego. Niestety innej drogi nie było. A przynajmniej naszej wspólnej. Z upływem tygodni jednak, zamiast liczyć ile razy wpadła w panikę na jednym spacerze,  liczyłam dni gdy w takową nie uciekła. Bazą były wypracowane w domu wspólne zabawy, nieustanie kojarzące psu moja osobę z czyms atrakcyjnym i sprawiedliwą nagrodą, oraz wrodzony aport. Nadmiarem optymizmu byłoby jednak nie liczenie się z tym, że takie reakcje bedą wracać w sytuacjach krytycznych. Przyszedł jednak moment, zaraz po pierwszej cieczce w wieku 8 mcy, gdy poczułam, że jest nam razem dobrze, znamy się, swoje słabości, ona wie jak wykorzystać mnie, ja ją  ;-) i nadszedł dzień wczesną wiosną 2015 gdy poczułam, że jest nam razem dobrze, dogadujemy się. Przepłakałam cały wieczór, bo czułam jakby zdradziła Źaby, poczułam się swobodna i szczęśliwa i spełniona na spacerze ze Śmoluchem. Cóż, pewnie naturalna kolej rzeczy, wszystko trzeba przeżyć, by zrozumieć.

Pierwszy m-c razem

   






cdn

niedziela, 15 listopada 2015

A czas płynie.
1 września 2014, 10 dni po odejściu Klary opuścił mnie Źabowski. Problemy sercowe Gromka pojawiły się już w lipcu, profilaktycznie wykonane miesiąc wcześniej echo serca pokazało, że to nie dysplazja łokci ani nie padaczka, to nasz największy problem. Zdiagnozowana endokardioza była tym co miało go pokonać. Gromi gorzej poczuł się w lipcu, próby obniżenia ciśnienia lekami nie przyniosły skutku, w ostateczności wykonana została kardiowersja po której niuniek wstał jak nowy.
Upalne lato psiaki spędzały mocząc kupry i brzuszki w rzece, wydawało się że jakoś dotrwamy do jesieni. Po odejściu Klary miałam nadzieję, że mały czarny klusek owczarkowy pomoże Źabie, da mu jeszcze trochę chęci i werwy. Na spacerach zaczynały się pojawiać z jego strony sygnały, że wie że ona już jest nasza, w domu wolał święty spokój, wprowadziłam więc kontrolowany dostęp małego łobuziaka do nestora. Najważniejszy był święty spokój Gromka, mała przymilała się jak mogła, przytulała, chciała koło niego drzemać wtulona. Gdy wchodziła na wyższe obroty i wpadała w swoje szaleństwa dziecięce, Gromuś ewakuował się na łózko, a ja na siebie brałam zabawianie czarnuszka.
Ostatni dzień sierpnia przyniósł niestety ponownie objawy wysokiego ciśnienia i migotania komór.
1 września próba przywrócenia  rytmu już się nie powiodła. Z bólem i niedowierzaniem żegnałam kolejnego ukochanego psa, a minęło przecież dopiero 10 dni. Tak cudownego charakteru owczarkowego pewnie już nie spotkam. Pies o takiej pewności siebie, pasji do gryzienia, walki, aportu, tak socjalny wobec psów, tak rewelacyjnie czytający emocje innych psów i tak jasno nawiązujący z nimi kontakt już mi się chyba nie trafi. Pewnie nie godnam.  Choć i tak czuję się zaszczycona, że taki potwór jak Źaba kochał mnie miłością bezwarunkową, darzył szacunkiem i wykazywał maksymalne podporządkowanie. Miał też swoje wady i dał mi popalić nie raz, ale dziś wszystkie te numery wspominam już tylko z uśmiechem na twarzy, no bo przecież, który pies potrafił wybić szybę w aucie byleby tylko przybiec do pańci.
  1 wrzesień 2014 był więc dniem gdy ruszyłśmy z Tolą dalej same.


niedziela, 16 sierpnia 2015

Nieuchronnie nadchodzi rocznica tych smutnych dni. Rok temu 16 sierpnia, tak jak i przez następne 6 dni i przez poprzednie 4, w każdej minucie powoli żegnałam się z Klarinką. Wyrok już był - nowotwór wątroby. O ironio jeszcze 2 miesiące wcześniej gruntowne usg jamy brzusznej i serca pokazało, że wszystko jest OK. Badania wykonane zostały profilaktycznie, a Klara zadziwiała swoją formą i humorem jak na 11 latkę. Niespodziewanie 12 sierpnia sunia odmówiła jedzenia, przy kapryśnym psiaku pewnie nie zwróciłoby to uwagi, zwłaszcza że temperatury powietrza były dosyć wysokie. Dla mnie był to jednak sygnał bardzo niepokojący, tego samego dnia pojawiły się wymioty i to już zdecydowało o wizycie u lekarza w trybie nagłym. Badania krwi wykazały silną anemię i brak choroby odkleszczowej. Usg jamy brzusznej rozwiało jednak wszelkie nadzieje. O dziwo 3-4 następne dni były dużo dużo lepsze, wyniki się nie pogarszały, podawane odżywki i preparaty krwiotwórcze spowodowały powrót apetytu i humoru. Ale to nie była już ta sama rozbrykana ruda wariatka. Jeszcze spacerowała, jeszcze próbowała uskuteczniać swoje szczekactwa, głos był jednak co raz słabszy, a ilość przesypianych dziennie godzin rosła. Byłam już tylko dla niej, wtedy nie martwiłam się co pocznę ,,po" , jak to przeżyję, ważne było tylko to by zapewnić jej jak najbardziej komfortowe chwile. Niestety zwiększał się już obrys brzuszka, a niunia była co raz słabsza. 9 dnia od diagnozy w akcie desperacji chwyciłam się jeszcze ostatniej deski ratunku, zabieg - obejrzenie wątroby- może choć jeden płat wątroby jest zdrowy- usunięcie chorego i nadzieja na może jeszcze kilka miesięcy razem. Tego dnia Ruda czuła się już wyraźnie źle. Już początek operacji pokazał, że chyba nic z tego, w jamie brzusznej było 2,5 litra krwi, to co jednak ujrzało światło dzienne po jej usunięciu rozwiało cień nadziei, który miałam. Jak opisać to co zobaczyłam ? Nigdy tego nie zapomnę, ale ubrać w słowa trudno. 22 sierpnia o 20,30 pożegnałam się z nią, byłam obok do ostatniego oddechu. Taka była moja decyzja i podejmując ją myślałam tylko i wyłącznie o niej, o moim ukochanym rudzielcu. Nie ma dnia bym o niej nie myślała, nie wspominała, przeżyłyśmy razem tak wiele, wzbogaciła moje życie, zmieniła je i miejsce w moim sercu ma do końca świata.



       

poniedziałek, 26 stycznia 2015

I aż strach pomysleć, że wszystko się zmieniło. Miało być tak spokojnie, godnie, miały płynąć lata, miała być jesień życia wbrew wszystkiemu. Ani pisać, ani mówić o tym nie jestem nadal w stanie. Minęło 5 mcy i 4 dni od dnia gdy opuściła nas Klara, by dopełnić tragedii sytuacji, mija właśnie 5 mcy i 14 dni, gdy Źaba postanowił być razem z nią. Mimo wielu prób, nie umiem zdobyć się na podsumowanie, ani pożegnanie. Może jeszcze trochę czasu trzeba. Jedno jest pewne, życie bez owczarka to nie życie, więc boryka się ze mną sunia ksywa Śmoluch. Co dzień wstaję i żyję tylko dlatego, że to nie jej wina, że ich nie ma już z nami.

piątek, 14 lutego 2014

A u nas....

Minął prawie rok i z braku czasu blog trwa w niebycie.
Nieustannie zdobywam nowe doświadczenia w pielęgnacji i bycie ze schorowanym owczarkiem i z żywiołową staruszką owczarką.
Niestety z upływem czasu ich rówieśnicy, kumple z dzieciństwa czy z ,,klasy" odchodzą, więc zagryzam zęby i mimo że więcej czasem w tym naszym bycie leczenia i diagnozowania niż radosnych fajnych chwil to doceniam te pozornie beztroskie momenty, których jeszcze doświadczać z nimi jest mi dane.
Życzyłabym pewnie wszystkim, by ich psy starzały się z taką wolą życia jak najbardziej schorowany pies  w gminie czyli Gromek. Na szczęście pod opieką prowadzącego go weterynarza, który konsultuje się gdy trzeba z fachowcami specjalistami z poszczególnych działów medycyny weterynaryjnej udało się nam chyba opanowac nawracające od dwóch lat ponad problemy skórne, cóż ... trzeba po prostu brac pod uwagę ewentualne skutki uboczne przyjmowania pewnych leków, choćby nawet wymieniane były na ulotkach jako ,,bardzo rzadko występujące" . Padaczka daje nam odpocząć od maja 2013. A problemy stawowe oczywiście nadal istnieją i istniec będą, dzięki jednak niezwykłej pomocy profesora Silmanowicza z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, w co raz bardziej nieruchomy łokiec- Grom miał zaaplikowaną terapię IRAP. Z czym się to je można poczytać tu:  Terapia IRAP.
Źabowski więc odżywa momentami, zwłaszcza gdy jest suche mroźne powietrze, zdarza się że tupa dzielnie kilka kilometrów.






Co nie zmienia faktu, że każdy dzień jest nam darowany. Ale Źaba jeszcze chyba nie ma dość tej walki, ja na pewno nie. 

Klarinka jako nobliwa starsza pani, w listopadzie skończyła lat 10, nieustannie uśmiechnięta, rozszczekana, kochana i grzeczna. Upały zeszłego lata lekko ją męczyły, niepokoiło mnie dyszenie mocne, nawet wieczorem.Tuż więc przed 10-ymi urodzinami przeszla gruntowny przegląd: EKG, echo serca, kpl totalny badań krwi, wszystko wyszło idealnie, małe zwyrodnienia zastawki serca adekwatne do wieku i malo groźne. Oczywiście więcej i mocniej spi, ale na spacerach ożywia się, zwłaszcza tych porannych, chyba dwa osiedla wiedzą że idziemy, bo Lolina cieszy się zawsze bardzo głośno, bo będzie piłka, bo będzie patyczek , bo spotkała kumpla psiego. Cóż taki jej urok, oby szczekała jak najdłużej. Żeby Źabie nie było smutno również ona miała zastosowaną terapię IRAP  w 4 punkty kregosłupa, które mają zwyrodnienia widoczne na zdjęciu RTG. 

      





Kolejna wolna chwila zaowocuje przedstawieniem gadżetów w jakie musiałam zaopatrzyć psa, choć parę lat temu wyśmiałabym każdego kto by to kupił dla owczarka.